Montagne Jeunesse Face Food – maseczka rewitalizująca z ogórkiem i jabłkiem

WP_20150416_002

Dzisiaj trochę Wam poopowiadam o jednej z moich ulubionych maseczek, nie jest to żaden nowy produkt, ale godny polecenia i bardzo chętnie do niego wracam (jak również do pozostałych z tej serii).  Wspominałam o moich ukochanych maseczkach w poście o ulubieńcach roku 2014 , obiecując, że niebawem pojawi się recenzja, no i właśnie nadszedł ten czas :)

WP_20150416_002
Opis producenta

„Ożywi Twoja skórę oraz usunie zanieczyszczenia dzięki ekstraktom z ogórka i jabłka. Naturalne składniki nawilżą, ukoją i odświeżą Twoja skórę. Odpowiednia dla każdego rodzaju cery.”

Jak widać opis nie jest jakoś szczególnie wylewny, ale muszę przyznać, że maseczka broni się sama, bez kwiecistych opisów na opakowaniu.

Skład

Aqua – woda
Kaolin -  inna nazwa: glinka biała, glinka porcelanowa- zawiera wiele mikroelementów (głównie krzem, glin, żelazo, magnez, cynk i wapń) oraz sole mineralne. Jego pielęgnacyjne właściwości są znane i wykorzystywane od dawna. Jako wypełniacz w kosmetykach kaolin jest polecany przede wszystkim dla cery tłustej i mieszanej, z nadmierną produkcją sebum. Doskonale wchłania sebum a zawarty w nim glin powoduje ściąganie porów. Jest miękki i jedwabisty, ułatwia rozprowadzanie kosmetyków.
Glycerin- utrzymuje wilgoć, wygładza skórę, jednak stosowana w kosmetyce w stężeniu wyższym niż 30% może powodować wysuszenie i       podrażnienie skóry. Nie wiem w jakim stężeniu występuje w maseczce, z tego względu zaznaczam ten składnik pół na pół.
Bentonite  - zagęstnik. Oznaczam go na niebiesko, bo znajduję sprzeczne informacje na temat tego składnika- może Wy znacie jakieś konkrety na jego temat?
Magnesium aluminum silicate - zagęstnik.
Cucumis sativus (cucumber) fruit extract – ekstrakt z ogórka
Pyrus malus (apple) fruit extract - ekstrakt z jablka
Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice – sok z aloesu
Nelumbo nucifera (lotus blossom) flower extract – ekstrakt z kwiatu lotosu
Oenothera biennis (evening primrose) seed extract - ekstrakt z nasion wiesiołka
Panax ginseng root extract – ekstrakt z żeń-szenia
Passiflora incarnata (Passionflower) flower extract – ekstrakt z męczennicy cielistej
Cocoglycerides- ułatwia powstanie emulsji. Oznaczam go na czerwono, ponieważ stosowany na skórę w stanie czystym może powodować powstawanie zaskórników.
Sea salt (Dead Sea salt)- sól z morza martwego
Glucose- glukoza, cukier prosty, wykazuje działanie nawilżające
Parfum (Fragrance) - substancje zapachowe
Xanthan gum- stabilizator emulsji
Allantoin- wygładza, łagodzi podrażnienia
Helianthus annuus (Sunflower) seed oil- olej z nasion słonecznika
Propylene glycol- za zadanie ma utrzymywanie wilgoci, jednak może wywoływac alergię i stosowany w wyższym stężeniu podrażniać.
Hamamelis virginiana (Witch hazel) leaf extract - wyciąg z liścia oczaru wirginijskiego
Tocopheryl (Vitamin E) acetate - witamina E otrzymywana syntetycznie, zwalcza wolne rodniki, wygładza zmarszczki, wzmacnia barierę naskórkową.
Lactoperoxidase – przyznam szczerze, że nie wiem i nie mogę znaleźć sensownego objaśnienia działania tej substancji. Jeśli coś wiecie na ten temat, podzielcie się proszę w komentarzach.
Citric acid – kwas cytrynowy, usuwa przebarwienia, rozjaśnia skórę, zwiększa trwałość kosmetyku.
Glucose oxidase – tutaj chyba również brak mi wiedzy na ten temat, ale pocieszam się tym, że to już prawie ostatnie miejsce w składzie.
CL 75810- jest to barwnik, ale oznaczam na niebiesko, ponieważ nie wiem czy i ewentualnie jaki ma wpływ na naszą skórę.

Jak widać w składzie pojawia się trochę chemii, ale zdecydowana większość to składniki naturalnego pochodzenia i mające dobry wpływ na naszą skórę.

Opakowanie

Produkt jest sprzedawany w podwójnych saszetkach o pojemności 6 g każda. Można je łatwo otworzyć, nawet mokrymi dłońmi i nie miałam także żadnych problemów z wydobyciem całej maseczki z opakowania. Ja zużywam jedną saszetkę na raz, ale znam osoby, którym spokojnie wystarcza taka ilość na dwa użycia.  Na odwrocie opakowania jest umieszczona etykieta z opisem produktu i sposobem użycia w języku polskim.

WP_20150416_003Zapach i konsystencja

Maseczka jest jasno zielona (taki bardziej pastelowy odcień) i super pachnie jabłuszkiem. Dla niektórych osób ten zapach może wydawać się zbyt chemiczny, ale jak wiadomo, jest to kwestia indywidualnych upodobań. Maseczka jest gęsta, nie spływa i nie rozlewa się, bardzo łatwo ją rozprowadzić. produkt trzymamy na twarzy przez około 10-15 minut, do całkowitego wyschnięcia – mnie często się zdarza nie pilnować sobie czasu i trzymać ją nawet 20 minut czy dłużej, ale nigdy nie miałam z tego tytułu żadnych podrażnień.

 

WP_20150416_005

 

Działanie

Zgodnie z opisem producenta jest to maseczka rewitalizująca i faktycznie po jej zastosowaniu czuję i widzę, że moja skóra jest jakby bardziej wypoczęta, nabiera kolorów, nie jest taka zmęczona. Zazwyczaj robię sobie raz w tygodniu parówkę z ziół, aby oczyścić pory, a następnie nakładam maseczkę, więc mam podwójny efekt, ale nawet, gdy stosowałam ją samodzielnie rezultaty były widoczne. Po zmyciu maseczki skóra jest lekko zmatowiona i odżywiona, nie ma tez uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia, które często towarzyszy tego typu produktom.

 

Cena

Za podwójną saszetkę płaciłam w Douglasie 4,50 zł, ale wiem, że można je kupić nawet za 3 zł.

Reasumując

Maseczki z Montagne Jeunesse kupowałam, kupuje i będę kupować. Ze wszystkich, które miałam okazję wypróbować byłam zadowolona i polecam je znajomym. Jedyna, której unikam, to ta z orzechami włoskimi (jestem uczulona), ale słyszałam, że też nieźle się sprawuje. Szczerze mówiąc wolę takie maseczki w jednorazowych opakowaniach, bo zawsze mogę kupić sobie kilka różnych, no i nie ma ryzyka, że składniki aktywne nie zrobią swojego przy kolejnym użyciu już otwartego opakowania (tak jak często to ma miejsce w produktach pełnowymiarowych). Polecam i Wam ta konkretną maseczkę i zachęcam do wypróbowania również innych z tej serii, za niewielkie pieniądze można sobie sprawić chwilę przyjemności i zadbać o swoją skórę.

4 komentarze do “Montagne Jeunesse Face Food – maseczka rewitalizująca z ogórkiem i jabłkiem

  1. No wreszcie piszesz częściej :) Tak trzymać. Ja po tych wpisach zaopatrzyłam się w kilka saszetek..faktycznie łatwiej je zużyć i ma się pewność, że nic się nie zmarnuje :) Te mnie zaciekawiły, rozejrzę się za nimi przy okazji kolejnych zakupów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>